Podwójny zachwyt, dwa parki narodowe w jeden dzień (Canyonlands i Arches, październik 2018 r.)

Co możemy Wam podpowiedzieć? Jeśli lubicie wędrować, to zaplanujcie sobie jeden dzień na jeden park narodowy. Drugi raz planując taką podróż właśnie tak byśmy zrobili. Czujemy lekki niedosyt i żałujemy, że nie mogliśmy sobie pozwolić na więcej tras trekkingowych.

Zarówno po Canyonlands jak i Arches można bez problemu poruszać się samochodem (co pozwoliło nam sporo zobaczyć w tak krótkim czasie). Jednak nie ma to jak zwiedzanie na własnych nogach.
Po przyjeździe z Williams i zobaczeniu po drodze Horseshoe Bend, noc spędziliśmy w miasteczku Green River. W motelu jak z amerykańskiego filmu. Miejscu, w jakim śpią uciekinierzy i przestępcy, gdzie przed drzwiami parkuje się samochód, a przez firankę, można obserwować, czy nikt ich nie śledził ?. Gratis dostaliśmy standardowe śniadanie oraz upiornego właściciela.


Canyonlands

Najpierw pojechaliśmy do Canyonlands. Park od Green River dzieli ok. 115 km, czyli nieco ponad godzina jazdy. Dzieli się on na trzy części: Island in The Sky, The Maze oraz The Needles. My poruszaliśmy się po pierwszej z nich, tę część parku w dużej mierze zwiedzicie samochodem, jeżdżąc po utwardzonych drogach. W całym parku znajdują się również trasy idealne na offroad, jednak aby się nimi poruszać wymagany jest napęd 4×4.

Shafer Canyon

Te wymagania ograniczają dostęp do niektórych części parku, a co za tym idzie odwiedza go zdecydowanie mniej turystów niż chociażby Arches. Nasza KIA niestety nie miała takiego napędu i woleliśmy nie ryzykować. Już sam widok na wyznaczone trasy zachwycał, nie umiemy sobie nawet wyobrazić jakie muszą być widoki, gdy poruszacie się taką drogą, tuż przy krawędzi urwiska!

Wybraliśmy tę część parku ze względu na dwa czynniki. Dużą dostępność punktów widokowych blisko wyznaczonej drogi, po której mogliśmy poruszać się własnym autem. A także dlatego, że wjazd do niej był najbliżej miasteczka Green River, w którym spędziliśmy noc.

Orange Cliffs Overlook

Wjazd prywatnym samochodem to koszt 30$, my jednak ponownie skorzystaliśmy z karty Annual Pass, o której pisaliśmy tutaj i tutaj. Wjeżdżając otrzymaliśmy standardowo mapę parku, w Visitor Ceneter zakupiliśmy pamiątkowy magnes, wybraliśmy miejsca, które chcemy zobaczyć i ruszyliśmy.

 

Na terenie parku krzyżują się drogi dwóch rzek, Kolorado raz Green River. My niestety nie dotarliśmy do miejsca, w którym się łączą. To głównie dzięki erozji tych dwóch rzek, park ma  tak bogatą rzeźbę terenu.

Candlestick Tower Overlook

Odwiedziliśmy za to kilka niezwykłych punktów widokowych

  • Shafer Canyon Overlook – ŚWIETNY ?
  • Upheaval Dome
  • Green River Overlook – ŚWIETNY ?
  • Candlestick Tower Overlook
  • Buck Canyon Overlook
  • Orange Cliffs Overlook

Island in The Sky z zaznaczonymi miejscami, które odwiedziliśmy

Nie planowaliśmy żadnego trekkingu ze względu na brak czasu. Pokonywaliśmy jedynie kilku/kilkunastometrowe odcinki z parkingu do wyznaczonych punktów.

Przy Shafer Canyon Overlook, odważnie weszliśmy na nieco wystającą skałę, aby mieć lepszy widok. Obserwowali nas uważnie Japończycy, którzy robili w pobliżu zdjęcia i już za chwilę podążyli naszymi śladami ?. Jeden z nich na migi zaprosił nas do zobaczenia zdjęć, które nam zrobił (jedne z piękniejszych jakie widzieliśmy!), do dziś żałujemy, że nie poprosiliśmy go, aby nam je przesłał.

Pierwszy raz widoki zachwyciły nas jak oglądaliśmy przed podróżą zdjęcia na innych blogach. Na żywo rozłożyły nas na łopatki ?, nie da się tego opisać, to trzeba zobaczyć! Ze wszystkich parków, które widzieliśmy w Stanach Canyonlands jest Marty ulubionym.

Umówmy się, kiedy całe życie marzysz, aby zobaczyć Wielki Kanion, po czym nie dość, że go widzisz, to jeszcze schodzisz na dno i wspinasz się z powrotem to jesteś przekonany, że już żaden inny kanion mu nie dorówna i Cię nie zachwyci. A tutaj niespodzianka. Canyonlands zdecydowanie zachwyca!

Buck Canyon Overlook

Green River Overlook

Byliśmy w październiku, nie było upałów, mrozów też nie. Chociaż jadąc od Wielkiego Kanionu drogami w Utah, nie raz spotkaliśmy śnieg i lód na trasie. Bluza plus wiatrówka w zupełności wystarczyły, na dłuższy trekking ubralibyśmy się jednak nieco grubiej.


Arches

Na odwiedzenie Arches zdecydowaliśmy się ze względu na to, że bardzo chcieliśmy zobaczyć z bliska Delicate Arch. Widząc go na zdjęciach trudno nam było uwierzyć, że on jeszcze stoi!
Trasa pomiędzy Canyonlands, a Arches to ok. 60 km, czyli jakieś 50 minut jazdy. Wstęp kosztuje 30$, dla każdego osobowego samochodu. Tutaj również działa karta Annaul Pass. Wjeżdżając dostaliśmy kolejną mapę do kolekcji.

Jak sama nazwa parku mówi, można tutaj się spodziewać łuków. I to nie byle jakich. Są one wynikiem procesów erozji i wietrzenia działających od ponad 150 milionów lat. A takie liczby robią na nas wrażenie ?.

Delicate Arch

Jak już wspomnieliśmy mieliśmy w planie zobaczyć przede wszystkim Delicate Arch, czyli ogromny łuk skalny. Jeden z najbardziej rozpoznawanych punktów. Jest on nie tylko symbolem parku, ale całego stanu, znajduje się nawet na tablicach rejestracyjnych. Zbudowany jest z piaskowca, mierzy około 16 metrów, jego szerokość wynosi około 10 metrów, w najwęższym miejscu ma około 2 metrów grubości. Nie jest to jednak największy z takich łuków (jeden z największych to m.im. Landscape Arch). Możecie się dostać w jego pobliże pokonując pieszy szlak turystyczny, który od parkingu (Wolfe Ranch) ma długość około 2,5 km w jedną stronę. W trakcie upałów zabierzcie ze sobą koniecznie wodę oraz nakrycie głowy, teren nie jest w ogóle osłonięty.

Droga do Delicate Arch

Szlak nie jest trudny, bez problemu pokonywali go również ludzie z mniejszymi dziećmi. Będzie was jednak czekać trochę wspinaczki. Pokonaliśmy go w tą i z powrotem z przystankiem przy samym łuku w około 1,5h. Po pierwszych kilkuset metrach szlak jakby zanika, dalej drogę wyznaczają kopczyki kamieni i tłumy turystów ?. Lojalnie ostrzegamy będzie tam dosyć tłoczono w porównaniu z innymi miejscami. Na całej trasie nie uda się Wam zobaczyć łuku, dopiero na samym jej końcu.

Droga pod koniec prowadzi wzdłuż przepaści o długości kilkuset metrów. Nie jest zabezpieczona barierkami. Można podejść do samej krawędzi – czego oczywiście nie polecamy.

Pierwsze spojrzenie na łuk

My sami na moment zamarliśmy, kiedy zobaczyliśmy kilkuletnie dzieci biegające niedaleko łuku, w pobliżu kompletnie niezabezpieczonej przepaści. Amerykanie mają w tej kwestii duże zaufanie społeczne, jednak wciąż zdarzają się w takich miejscach wypadki, w ciągu roku w różnych parkach jest ich nawet kilkadziesiąt.

Żadnych barierek 🙂

Delicate Arch można podziwiać również z oddali, z punktu widokowego Delicate Arch Viewpoint, do którego możecie dojechać samochodem. Naszym zdaniem jednak warto podejść pod sam łuk, trasa nie jest zbyt wymagająca i spokojnie poradzi sobie z nią każdy przeciętny turysta.

Delicate Arch

Ponadto oprócz podziwiania widoków z samochodu zrobiliśmy sobie króciutki spacer pod Balansującą Skałę. Jednak zaczęło padać, co czym szybciej przekonało nas, aby ruszyć w dalszą drogę. Czekało nas jeszcze tego dnia ponad 400 km i prawie 5 godzin jazdy do miasteczka Tropic.

Balansująca Skała


Trasa samochodowa

To właśnie stąd, po obiedzie w miasteczku Moab, GPS tak nas poprowadził, że po drodze nie spotkaliśmy żadnej stacji benzynowej. Oprócz tej przy samym parku i w Moab, z których nie skorzystaliśmy, ponieważ odstraszyły nas kolejki. Paliwa mieliśmy na górkę na jakieś 11 mil. Nie powiemy, że jakąś godzinę od celu, jadąc pustą drogą, po ciemku, bez zasięgu sieci telefonicznej, nie mieliśmy stracha. Przypomniały się nam wszystkie horrory, chociaż żadne z nas nie napomknęło o tym głośno. Trasa prowadziła pomiędzy wysokimi skałami i gdyby okazało się, że odłamki ją zablokowały i musimy zawracać, nie zostałoby nam nic innego jak spędzenie nocy w samochodzie na odludziu. Nie popełniajcie tego błędu i uzupełniajcie zapas paliwa na pierwszej napotkanej stacji. Idźcie tam również do toalety. Marta chciała pójść na następnej stacji, a jak się okazało czekała ją długa droga z coraz pełniejszym pęcherzem ?.

Oczywiście mijaliśmy od czasu do czasu po drodze domy mieszkalne, możliwe też, że gdybyśmy zboczyli z wyznaczonej trasy znaleźlibyśmy stację benzynową. Jednak już jakieś kilkadziesiąt kilometrów za Green River domów było coraz mniej, a boczne drogi nie zachęcały nas, aby w nie wjeżdżać. Za to bardzo często mijaliśmy tzw. open ranch, czyli otwarte rancza. Co oznacza tyle, że gdy jedziecie drogą, na której zobaczycie znak, oznaczający takie ranczo, spodziewajcie się ogromnej ilości krów i byków. Na poboczu, w oddali na pobliskich łąkach, a nawet na samym środku drogi. Trasa, którą jechaliśmy nie była kompletnie oświetlona. Jeździe ostrożnie!!


Informacje praktyczne:

  • w Canyonlands po części zwanej Island in The Sky oraz po Arches, bez problemu możecie poruszać się samochodem, nawet bez napędu 4×4
  • wstęp do jednego parku to koszt 30$, w obu parkach bez problemu działa karta Annual Pass
  • wjeżdżając do parku otrzymacie mapę z wszystkimi niezbędnymi informacjami
  • nastawcie się, że w Arches możecie spotkać spore tłumy, my byliśmy w połowie października i było wielu turystów
  • Canyonlands ze względu na ograniczoną dostępność utwardzonych dróg jest zdecydowanie mniej uczęszczanym parkiem
  • w pobliżu parków spaliśmy w miasteczku Green River, znaleźliśmy tam najtańszy nocleg, a droga do Canyonlands zajęła nam ok. 1 h
  • w październiku było dosyć ciepło, jednak pogoda jest zmienna, raz ubieraliśmy, raz zdejmowaliśmy kurtki, warto ubrać się na tzw. cebulkę ?
  • we wszystkich Visitor Center w parkach uzupełnicie zapasy wody do własnych butelek i zakupicie pamiątki
  • wjeżdżając do parku zobaczycie ostrzeżenie, że na jego terenie nie ma żadnej stacji benzynowej i zwiedzanie należy rozpoczynać z pełnym bakiem ?

2 thoughts on “Podwójny zachwyt, dwa parki narodowe w jeden dzień (Canyonlands i Arches, październik 2018 r.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *